Menu

Mural w Łodzi

Warsztaty w Ośrodku Kuratorskim na ul. Ogrodowej w Łodzi. Pomieszczenia ośrodka znajdują się w budynku Rzymskokatolickiej Parafii św. Józefa. W zajęciach prowadzonych przez Dariusz Paczkowski , brały też udział osoby ze świetlicy środowiskowej. Do stworzenia muralu użyliśmy szablony zaprojektowane i wycięte przez studentki i studentów Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach ASP w Katowicach Malowaliśmy także na torbach bawełnianych za pomocą szablonów, które własnoręcznie wykonały osoby uczestniczące w warsztatach.

Poprzez warsztaty malowania muralu dzieci z ośrodka kuratorskiego nr 1 w Łodzi uczą się wychodzić z wykluczenia.

Za pomocą pędzla i farby walczą z wykluczeniem. „Chodzi o to, żeby dzieciaki wyszły ze skorupy” w Gazecie Wyborczej pisze Lena Gontarek >>

– Ci młodzi ludzie bardzo wcześnie doświadczają dorosłości, mentalnie bardzo szybko stają się bezdomni. Chodzi o to, żeby nie wchodziły głębiej w proces wykluczenia, ale znalazły w sobie motywację, żeby zmieniać siebie i swoje życie – mówi Małgorzata Szymczuk, kuratorka, o dzieciach z ośrodka kuratorskiego nr 1 w Łodzi.Kilkanaścioro nastolatków siedzi wokół stołu. Na nim stoi domowy sernik, ciepła herbata w kolorowych kubkach. Co chwilę ktoś z nich zarechocze śmiechem, ktoś inny powie, że poszedłby na szluga. Niektórzy, niemal półleżąc, zdaje się znudzonym wzrokiem omiatają pomieszczenie. Jedna z dziewczyn przytula się do siedzącego obok chłopaka, jakby w jego ramionach szukała schronienia przed światem. Niepewność próbują ukryć pod młodzieńczą butą albo schować w ekranach telefonów komórkowych.

– Co to znaczy być wykluczonym? – zadaje w końcu pytanie Małgosia Szymczuk, kuratorka, która pracuje z młodzieżą z ośrodka kuratorskiego nr 1 w Łodzi.W ośrodku młodzież jest „za karę”Ośrodek istnieje od 1978 roku i od tamtej pory pomaga młodym ludziom wychodzić z kryzysu. Początkowo były to dzieci z nadzorów opiekuńczych, pochodzące z rodzin z problemami m.in. alkoholowymi. W tej chwili dzieci i młodzież kierowane są tam postanowieniem sądu. Spędzają tam każde popołudnie od 16.00 do 20.00.- To dzieci, które mieszczą się w szerokich ramach demoralizacji: wagarują, eksperymentują z środkami psychoaktywnymi, wykazały się wandalizmem itp. – tłumaczy Małgosia.

– Nigdy jednak nie jest tak, że takie rzeczy dzieją się bez przyczyny. I kiedy poznajemy ich rodziny, zwykle widzimy, na czym polega problem. Nie jest jednak tak, że nie da się tej demoralizacji powstrzymać. Dlatego dzieciaki, zanim będą miały przyznanego kuratora lub zostaną skierowane do zamkniętego ośrodka wychowawczego, trafiają do nas. Chodzi o to, żeby im pomóc, zanim naprawdę zboczą na złą drogą – mówi.

Żeby dzieciaki wyszły ze skorupy- Być wykluczonym oznacza nie brać w czymś udziału, nie być branym pod uwagę – odpowiada na pytanie Małgosi jedna z nastolatek z grupy młodzieży TPD Polesie, która również bierze udział w spotkaniu.- To znaczy zlewać kogoś. Ja kogoś wykluczałam, bo nie lubiłam tej osoby – przyznaje inna z ośrodka kuratorskiego.Dyskusja po chwili zamiera.- Te dzieciaki same są wykluczone, choć pewnie tak o tym nie myślą. Mają poczucie braku tożsamości, przynależności, inności. W bardzo wczesnym wieku doświadczają dorosłości i szybko stają się mentalnie bezdomni. Najpierw przestają się nimi interesować rodzice, przechwytuje je ulica. Potem nie wyrabiają się w szkole, trudno jest im nadrobić zaległości i być częścią grupy rówieśniczej. W końcu zmieniają szkołę, gdzie muszą od nowa się odnaleźć, zawalczyć o siebie, co często się nie udaje – tłumaczy Małgosia.

Małgosia: – Zależy mi, żeby nie wchodziły głębiej w proces wykluczenia, ale znalazły w sobie motywację, żeby zmieniać siebie i swoje życie. I muszą to zrobić samodzielnie, bo często nie mają wsparcia w dorosłych. To może przerażać, dlatego mają być prawo wystraszeni. Taki mam plan, żeby naruszyć ich skorupy, które je ograniczają. To się udaje – wracają do nas dorośli, dzielą się swoimi sukcesami, osiągnięciami Za pomocą farby walczą z wykluczeniem Jak walczyć z wykluczeniem? Najlepiej poprzez działanie. Młodzież zachęca do tego Dariusz Paczkowski, artysta street artu z Fundacji Klamra, który uprawia sztukę zaangażowaną społecznie.W miarę jak Dariusz opowiada o sobie i swoich muralach, obserwuję, jak powoli w młodych ludziach rodzi się zainteresowanie. Ich wyraz twarzy się zmienia, w głowach, wciąż nieśmiało, rodzą się pytania. Oczy uważnie śledzą każdy kolejny slajd, na którym muralista prezentuje swoje prace – o uchodźcach, którzy umierają na morzu, o wykluczonych uzależnionych od narkotyków czy osobach z niepełnosprawnościami, o tolerancji dla inności i wiele, wiele innych. Padają pierwsze pytania. Adam, który kilka godzin wcześniej ogłaszał, że na warsztatach jest z przymusu, jest jedną z bardziej aktywnych osób.

A potem Dariusz daje im do ręki wałek i prosi o przygotowanie ścian betonowego ogrodzenia przy Ogrodowej 22 do wykonania wspólnego muralu. Każdy będzie mógł wyrazić siebie, każdy ma się zastanowić, co go określa. Ale żeby mural o długości kilkunastu metrów rzeczywiście powstał, najważniejsza jest współpraca.I nagle zainteresowanie przeradza się w zaangażowanie, znudzenie w działanie. Młodzi ludzie mieszają farbę, biorą do ręki wałki i mimo późnej pory (jest godz. 18.00), niskiej temperatury i zapadającego mroku wspólnie robią podkład pod mural, który w ciągu najbliższych dni stworzą. Adam po raz kolejny wysuwa się przed szereg i z zapałem przystępuje do malowania. Marek, 14-letni buntownik, wcześniej co chwilę chciał wyjść na szluga, teraz co chwilę prosi Małgosię o przestawienie samochodu, aby jak najbardziej oświetlał kolejne części ściany. Nawet Amelia, nazywana przez wychowawców Janosikiem w spódnicy, która zwykle ostentacyjnie pokazuje, że ma wszystko gdzieś, bierze do ręki wałek i zamalowuje kolejne metry kwadratowe ściany.

„Nie chcę tracić więcej czasu”Młodzi ludzie powoli się otwierają. Przed sobą i przede mną.Zośka jest ubrana na czarno, na głowie ma czapkę z daszkiem. Jakby się chciała schować. I mimo że przychodzi spóźniona i sama nie bierze na razie udziału w malowaniu, bacznie wszystkich obserwuje. – Przychodzę do ośrodka kuratorskiego od końca wakacji. Sąd mnie tu skierował przez kradzieże. Raz ukradłam ubrania ze sklepu, innym razem kolczyki. Rodzice byli zaskoczeni, kiedy się dowiedzieli, chyba nie spodziewali się, że mogłabym coś takiego zrobić. Czemu? Sama nie wiem, to był głupi pomysł. I bardzo tego żałuję. Ale pracuję nad sobą. Nie chcę tracić więcej czasu na głupoty. Lubię rozmawiać z ludźmi, słuchać o ich problemach. A oni chętnie mi o nich opowiadają. Mówią, że budzę ich zaufanie. Chciałabym to robić w przyszłości.

– Jak przyszła pandemia, przestałam się uczyć. Nie miałam w ogóle motywacji, nic mi się nie chciało. Czułam się samotna. I jakoś wszystko się posypało. Ale teraz jest dużo lepiej. Mam tu przyjaciół, znalazłam też chłopaka. Dzięki temu nie czuję się samotna. Wykluczona. Rozwijam się. Rysowanie to moja pasja, jak byłam mała, bardzo często to robiłam. Więc choćby na tych warsztatach mogę się czegoś nowego nauczyć – mówi Ilona, 15-latka o delikatnej urodzie. Małgosia, kuratorka, zna ją od 3. roku życia. Wtedy była kuratorką jej rodziny.

– Każdy z naszych podopiecznych ma w sobie bunt. W grupie jest różnie, często pokazują maskę, to, czego wszyscy się spodziewają, a nie prawdziwą twarz. Ale z każdym, kiedy jest się z nim sam na sam, można porozmawiać dojrzale, mądrze. Potrafią zaskoczyć swoją refleksyjnością czy odwagą – podkreśla Małgosia. Wspólnota, nie wykluczenie Tworzenie muralu zajmie kilka dni. W ich trakcie młodzież przygotuje również torby, na których namaluje to, co ich określa. I będzie dalej rozmawiać o wykluczeniu.

– To, że nie chcieli o tym rozmawiać podczas pierwszego spotkania, nie oznacza, że ta próba nie procentuje. Dla mnie fakt, że milczeli, to wymowny sygnał, że doświadczają wykluczenia. Pobudzenie do refleksji jest więc bardzo ważne. Praca dzieje się teraz w ich głowach – mówi Małgosia. – Każde dziecko, które zamiast Manufaktury wybiera spędzenie czasu w naszej grupie, jest dla mnie sukcesem – zaznacza.Kiedy na koniec pierwszego dnia warsztatów stajemy w okręgu i mówimy o swoich wrażeniach, powtarza się jedno: „Podobało mi się, że współpracowaliśmy i się zaangażowaliśmy”.

Zmiana, która nastąpiła w nich pierwszego dnia, zaangażowanie, o którym młodzież mówiła pierwszego wieczoru, trwa. Nastolatkowie, choć jeszcze kilka dni temu znali się słabo, zaczynają stanowić jedną drużynę. Tworzą wspólnotę. I nikt nie jest wykluczony.Projekt warsztatów antywykluczeniowych „Wykluczeni mają głos” jest realizowany w ramach środków pozyskanych w ramach Mikrograntów koordynowanych przez Społecznie Zaangażowanych. Patronem inicjatywy jest fundacja Stare Polesie. Imiona podopiecznych ośrodka kuratorskiego zostały zmienione.

Strona stworzona w ramach projektu realizowanego w ramach programu Obywatele dla Demokracji finansowanego ze środków EOG.